Internet, wzorce konsumpcji, moda, zmiany pokoleniowe wszystko to zmienia nasze podejście do kupowania i sprzedawania mebli. Zmiany się dzieją na naszych oczach i kropka.

Internet. Jeszcze kilka lat temu zakupy internetowe nie były tak popularną formą pozyskiwania produktów. Społeczeństwo podchodziło raczej nieufnie do robienia zakupów i opłacenia ich za pośrednictwem Internetu. Sytuacja ta, jak i podejście internatów, zmieniły się istotnie w ciągu ostatnich dwóch – trzech lat. E-sklepy stają się bardzo popularne i zaczynają odnosić duże sukcesy. Respondenci zaczęli dostrzegać korzyści z zakupów online takie jak dostępność z własnego fotela do dużego wyboru asortymentu (koniecznie z cenami), szybki czas dostawy, płatności przez konto internetowe, a co za tym idzie wygoda i oszczędność czasu. Jeszcze w 2007 roku zakupy przez Internet deklarował około 1% klientów branży meblarskiej, podczas gdy w 2016 liczbę tę szacujemy na 6%. Daleko mi osobiście do statystycznego Polaka, ale symptomatyczne jest, że po ubiegłorocznych testowych zakupach mebli przez internet, w tym roku już dwa razy zamawiałem meble w sieci. Wykonaliśmy w tym roku również raport o e-commerce w branży meblarskiej, w którym zidentyfikowaliśmy co najmniej 170 aktywnych sklepów internetowych, a w każdym tygodniu wyławiamy nowe.  Wiele elementów nas zaskoczyło, ale jedno jest pewne rewolucji internetowej nie można zignorować, bo wartość tego rynku to dziś już blisko 150 mln złotych i szybko rośnie.

Wzorce konsumpcji i moda. Czy szybko zmieniające się mody są sprzymierzeńcem meblarzy? Raczej nie wszystkich. Po jednej stronie mamy w kraju ofertę luksusowych mebli włoskich adresowanych do wąskiego grona osób zamożnych (nota bene zainteresowanych odsyłam do raportu „Meble włoskie w polskich salonach meblowych”), z drugiej zaś szeroką ofertę mebli ekonomicznych i ultra ekonomicznych. Przez wiele lat ograniczana była oferta środka. Od szeregu lat słyszę, że klienci chcą tańszych mebli, że sieci handlowe żądają niższych cen i mam wrażenie, że nikomu nie wychodzi to na dobre. Rzeczywiście przekaz medialny skłania do myślenia o wyposażeniu wnętrz jako sprawie mody zmieniającej się raz na kilka lat. W grupie osób do 55 roku życia postrzeganie mebli i ich wartości kształtuje się w kategoriach towaru, który ma służyć określony czas około 5 do 10 lat. I w tym kontekście kupujący mając w świadomości plan wymiany mebli nie chce przeznaczać na produkt zbyt wiele pieniędzy, ponieważ oczekiwania też nie są wygórowane. Produkt ma dobrze wyglądać z odległości około 1 metra, mniej istotne jest to co w środku. Inną kwestią jest fakt, że meble kupowane z myślą o owych 5-10 latach często zostają na lat dwadzieścia i więcej. Meblom klasy średniej brakuje dobrze zorganizowanego drugiego obiegu. Takiego, który umożliwiłby odsprzedanie mebla w dobrym stanie po owych 5-10 latach. Brakuje też świadomości w społeczeństwie o różnicach pomiędzy standardami mebli: ekonomicznym, klasy średniej i meblami klasy wyższej lub premium. Precyzyjna informacja o produkcje, jak wykazują badania, istotnie wpływa na postrzeganie wartości.

Zmiany pokoleniowe. Umówiłem ostatnio spotkanie w sprawach służbowych. Nigdy wcześniej nie miałem okazji poznać właścicieli. Na spotkanie przybyła grupa trojga młodych ludzi. Tak młodych, że przez dłuższy czas miałem problem z poważnym potraktowaniem rozmówców. W trakcie rozmowy nawiązaliśmy do młodego wyglądu moich gości, pytaniami o referencje i przykłady sukces story. Prezes (na oko mniej niż 25 lat) stwierdził, że na co dzień, zarządza 120 osobami, ale rozumie, że jego młody wygląd nie zawsze jest atutem. Spotkanie dotyczyło relacji z klientami i niejako przy okazji wyszło na jaw, że moi goście trzykrotnie przyjeżdżali do Dobroteki, a nikt nie poświęcił im uwagi. Chodzi o to, że nie zawsze zdajemy sobie sprawę jak zmienia się nasza grupa docelowa, albo gdzie możemy szukać nowych klientów. Jakie potrzeby mają ci nowi klienci, jak się komunikują, czego oczekują. Młodzi ludzie odziedziczają firmy i majątki po rodzicach, niektórzy odnoszą spektakularne sukcesy ze swoimi start-upami. Ewidentnie osoby zamożne to nie tylko właściciele firm po pięćdziesiątce.

Sam siebie zaczynam łapać, że nie kręcą mnie Pokemony, Pintrest czy Instagram, a do niedawna uchodziłem za fana wszelkich internetowych nowości. Nie mam ochoty fotografować i publikować na portalach gdzie byłem i co jadłem. Jednak mam świadomość, że utrzymanie kontaktu pomiędzy marką i jej młodymi odbiorcami wymaga innego spojrzenia na świat niż dotychczas.