wiktorski

Wiktorski o meblach, markach, rynku i gospodarce

Gdzie będziemy z naszymi firmami za dziesięć lat? –  to jedno z najważniejszych pytań, które mnie nurtuje i które chcę postawić właśnie przed Czytelnikami BIZNES meble.pl.

Zacznijmy od tego, gdzie Państwo byliście ze swoimi firmami 10 lat temu. Sięgnąłem do tekstu biuletynu Izby z połowy roku 2007. „Wbrew zapowiedziom, koniunktura w meblarstwie coraz lepsza!” głosił tytuł w nagłówku. Ciekawostka, wtedy biuletyn izbowy drukowany był w „Gazeta drzewna. Polski Holz-Zentrallblatt”. Dziś to wydawnictwo nie istnieje, co nie oznacza, że pracownicy tegoż wydawnictwa umarli z głodu. Pozdrawiam serdecznie redaktora Janusza! Wróćmy jednak do statystyki sprzed dekady. Wynik za rok 2006 oszacowano na 20,4 mld złotych (dla firm zatrudniających powyżej 49 osób) – wzrost o 13,4% w porównaniu do roku poprzedniego. Wielkość zatrudnienia 113,5 tys. (dla tej samej grupy firm), wysokość przeciętnego wynagrodzenia 1900 zł brutto. Wolumen mebli sypialnianych 2 455 000 szt. Sprawdźmy teraz ile wyniosły szacunkowe wartości za rok  2016, a mianowicie: produkcja sprzedana 33,4 mld zł (wzrost o 63,5% w porównaniu z 2006 r.), zatrudnienie 120,5 tyś. osób (wzrost o 6,2%), wynagrodzenia 3300 zł brutto (wzrost o 73%), wolumen mebli do sypialni 6 387 000 (wzrost o 260%!). No dobrze, specjalnie wybrałem meble sypialniane, ponieważ tu wzrost był najbardziej spektakularny.  Zdecydowanie poprawiliśmy wydajność i skalę działalności, ale już parametry wzrostu wynagrodzeń i liczby zatrudnionych pokazują, że nie możemy być spokojni o skuteczność dzisiejszego modelu biznesowego. Potrzeba nam obniżenia pracochłonności, zwiększenia wartości dodanej do produktu, skrócenia dostępu do klienta ostatecznego.

Moja znajoma ostatnio mówi do mnie z troską: „Słuchaj, ty tak mówisz, że chcesz budować wartość dodaną do mebli, czy to oznacza, że dla nas te meble mają być jeszcze droższe?” „Po pierwsze mają być dobrze zaprojektowane” – odpowiedziałem. Chciałem udowadniać, że nie chodzi o to, żeby były droższe, ale żeby przedstawiały większą wartość, żeby spełniały dodatkowe funkcje, za które będziemy chcieli więcej zapłacić. De facto ma to się sprowadzić do wyższej ceny za kilogram. Półka nadal może być półką, ale wyprodukowana z innego, lżejszego materiału niż drewno lite, może być tyle samo warta dla nabywcy (a jednak droższa w przeliczeniu na kilogram) i dużo tańsza do wyprodukowania dla producenta – kłaniają się B+R’y.

Na wstępie specjalnie użyłem stwierdzenia: „Gdzie chcemy być?”, a nie „Co nas czeka za 10 lat?”. To pierwsze sformułowanie zachęca do działania, do przygotowania planów, podczas gdy drugie wskazuje na bierność. To dobry czas na postawienie sobie zadania  pt. „Wielki, Śmiały, Ryzykowny, Cel” – proszę poszukać w literaturze publikacji na ten temat. Za dziesięć lat będziemy rozmawiać z tymi, którzy właśnie zrealizowali swój wielki śmiały ryzykowny cel i będziemy wspominać tych, którzy dekadę wcześniej nie mieli determinacji do wysiłku, podjęcia po raz kolejny ryzyka i otwartości na zmiany, albo po prostu nie wiedzieli jak to zrobić. Jesteśmy wychowywani w kulturze potrzeby indywidualnego sukcesu i nieomylności autokratycznego lidera co łączy cechy styku kultur wschodu i zachodu. To „ja” mam podjąć decyzję, „ja” powinienem wiedzieć lepiej od mojej załogi, „ja”. To chyba ślepy zaułek. Zmieniają się czasy, wyzwania i zmieniają się ludzie. Google nie wie wszystkiego, wie tylko kogo zapytać. Współpraca i podzielenie się pomysłami na rozwiązanie problemu lub delegowanie podjęcia decyzji nie zdejmuje z lidera odpowiedzialności za decyzję, a pozwala na uzyskanie lepszej jakościowo decyzji i większe zaangażowanie zespołu. Chciałbym Państwu powiedzieć: Nie musicie sami wszystkiego wymyślać! Przeznaczcie pewien odsetek zysku, albo pewien czas waszych zespołów na prace strategiczne, zainwestujcie w startupy, etc. Postawcie cele i dobierzcie ludzi.

Ja stawiam tezę, że za dziesięć lat będziemy przynależeć do grupy liderów meblarstwa, a polskie marki  wymieniać będzie się jednym tchem z Ikeą, Steinhoffem i niemieckimi grupami zakupowymi. Pojawią się też mocni, bardzo mocni operatorzy internetowi. Czy mamy w Polsce kogoś na tyle ambitnego, żeby zrobić globalną platformę handlu meblami? B2B, B2C? Kogoś, kto ma na tyle autorytetu, żeby zmobilizować razem kilku partnerów, poszukać udziałowców, podzielić się zyskami zachowując władzę? To jest pytanie do Państwa, każdego z osobna. Jesteśmy w grupie kilku krajów, które mają dostęp do technologii i do zasobów produkcyjnych. Poziom technologiczny na świecie jest wyrównany. Szanse są zbliżone.

Zapraszam do dyskusji tomasz.wiktorski@pfr.pl

W Niemczech nie ma wielu firm meblarskich, które działały tam 10 lat temu. Nie ma, ponieważ nie były przygotowane na zmianę.

Cztery dni rozmów o designie w Katowicach uwrażliwiły mnie na kwestię niepewności przyszłości, a w zasadzie na pewność zmian. Postanowiłem więc podzielić się z Państwem kilkoma spostrzeżeniami. Niektóre zmiany są tak silne jak tsunami. Niewiele można zrobić. Przychodzi fala i zabiera za sobą wszystko. Niektóre zmiany są powolne jak podmywanie klifu. Czasem zostają ostańce, a czasem zabierany jest ląd jak w słynnym Trzęsaczu. Przypomnę, chodzi o kościół wybudowany na początku XV wieku około dwóch kilometrów od morza, z którego dziś została już tylko południowa ściana, ponieważ wszystko inne pochłonęło morze. Świadomość nieuchronności zmian uwrażliwia mnie na dyskusję o scenariuszach rozwoju polskiego meblarstwa w perspektywie kolejnych 10 lat.

Chcemy rosnąć, rozwijać się. Nie mam wątpliwości, że za 10 lat ludzie nadal będą korzystać z mebli. Europa, Stany, Japonia dalej będą jednymi z najbogatszych regionów świata, ale znaczący progres będzie się odbywał w Indiach, Chinach, w Afryce. Wielu z moich rozmówców podkreśla, że dla Polski strategia rozwoju powinna koncentrować się na Europie, a w szczególności na Niemczech. Zgodzę się, że trzon naszego biznesu to nadal Europa. Dziś produkujemy meble za 9 mld euro, a potencjał zakupowy Europu w cenach detalicznych szacuję na ponad 250 mld euro. Jest jeszcze mnóstwo miejsca. Jednak znaczenie Europy w perspektywie 10 lat najprawdopodobniej osłabnie.

Drugą ważną kwestią jest model konsumpcji. Ja brałem ślub niewiele ponad dekadę temu, w 2003 roku, jako dwudziestoczterolatek. Dziś śluby, o ile w ogóle są zawierane, to częściej w wieku blisko 30 lat, a pierwsze dziecko pojawia się po trzydziestce. To powoduje, że zakupy mebli nie są priorytetem. Ważniejsze jest podróżowanie, nowy telefon, gry, konsole, imprezy. To dlatego odnosimy dziś sukces z coraz tańszymi meblami, ponieważ opisywany trend konsumpcyjny obecny jest w całej Europie. Ludzie będą mieszkać w mieszkaniach. Pytanie czy będą ich właścicielami, a wobec tego czy będą decydować o ich wyposażeniu? Mówi się o powrocie ludzi do miast i nieuchronnym trendzie do tworzenia megalopolis. Przez ostatnie kilka dekad następowało rozbudowywanie „suburbs” – przedmieść. Doprowadziło to jednak do sytuacji, w której dojazd kilkunastu kilometrów rozciąga się do godzin. Ludzie znów chcą chodzić do pracy na piechotę – najlepiej w kilka- kilkanaście minut. Pokolenie milenialsów. Fascynujące, ale nienaturalne dla mnie. Już nie mogę zdawać się na moje wyczucie w sprawach zachowań konsumpcyjnych, społecznych. Współdzielenie zasobów. Sukces Ubera pokazuje, że samochodów używać będziemy, ale prawdopodobnie inaczej niż kiedyś. Rewolucja elektryczna, rewolucja autonomicznych pojazdów, rewolucja współdzielenia. Wielka piątka największych producentów samochodów nie była w stanie powstrzymać sukcesu Tesli, która została założona w 2003 roku. Dziś największą firmą transportową na świecie jest Uber, choć praktycznie nie posiada własnych aut. Największym wydawcą jest Facebook, choć nie tworzy własnych treści. Największą firmą nieruchomości jest Air BnB, choć nie posiada własnych nieruchomości. Kluczem jest informacja na temat możliwości współdzielenia zasobów. Przytoczę jeszcze przykład z wiertarką. Statystycznie każda wiertarka jest wykorzystywana tylko przez kilkanaście minut swojego życia. Więc, ilu wiertarek potrzeba na jednej ulicy, w jednej dzielnicy? Czy każdy z nas musi biec do sklepu, żeby kupić własną wiertarkę? Zacząłem nawet żartować, czy dojdzie do sytuacji współdzielenia łóżek. Na co od razu usłyszałem, że Polacy w Londynie potrafią wynajmować jedno mieszkanie z założeniem, że jedni pracują na nocną zmianę, a inni w dzień, więc mijają się. Recykling, naprawianie rzeczy i współdzielenie w następnych 10 latach bardzo zmienią myślenie o konsumpcji. Milenialsi, jeśli nie znajdują odpowiadającej im oferty rynkowej, robią rzeczy po swojemu. Ludzie ignorują design, który ignoruje ludzi.

Podsumowując stawiam pytanie, z kim będziemy robić interesy na sprzedaży mebli? Z klientem detalicznym, z grupami zakupowymi, czy z operatorami megasystemów współdzielenia zasobów? Abonamentowy model wynajmu wyposażenia mieszkania, z możliwością wymiany po 3 latach. Czy to nas czeka?

Chciałbym, aby wydźwięk tego felietonu był optymistyczny,  żeby pokazywał, że PFR jest świadomy zmian, które będą nas czekały, i że jest przygotowany na to, aby z Państwem rozmawiać jak do tych zmian się przygotować. Mamy ogromną szansę na zajęcie pozycji globalnego lidera. Za miesiąc ciąg dalszy rozważań.

W 2016 roku wartość produkcji mebli oszacowałem na 42,5 mld złotych. Eksport wzrósł o 13% a produkcja o blisko 9 %. Zmalał rynek rozliczeń międzyfirmowych.

Jest taka logiczna zagadka, polegająca na tym, aby za pomocą 4 prostych linii połączyć 9 kropek ustawionych w trzech rzędach i 3 kolumnach. Nauczeni, że trzeba się trzymać zasad, w większości próbujemy połączyć owe kropki nie wychodząc poza wyznaczony w naszych umysłach kwadrat. Ograniczenie to jest wyłącznie w nas samych, bo w zagadce nie ma innych opisanych reguł. Jedna uwaga pozwala jednak na wymyślenie drogi do sukcesu: wyjdź poza kwadrat! Po chwili wiele osób stwierdza: ależ to banalnie proste. Jeszcze przed chwilą zadanie wymagało minimum 5 kresek aby połączyć punkty, a teraz – proste – wystarczą cztery. Mógłbym w tym miejscu, powiedzieć: właśnie chodziło mi o wskazanie Państwu, że wiele rzeczy możemy zrobić taniej jeśli tylko uruchomimy kreatywność i na nowo zdefiniujemy podstawy systemów produkcji czy konstrukcji mebla. W sumie to też jest ważne. Na targach IMM w Kolonii widziałem niesamowity patent na łączenie płyt na zasadzie zatrzasku. Proste i genialne. Bez konfirmatów, minośrodów, gwoździ etc.

Chodzi mi jednak o zwrócenia Państwa uwagi na jeszcze inne kwestie. Zagadkę po rozwiązaniu z 4 liniami, można skomplikować. Jak połączyć teraz owe 9 kropek za pomocą tylko 3 prostych linii? Trzeba się przyjrzeć narysowanym kropkom. Ponieważ mają one swoją średnicę – w końcu to zagadka praktyczna a nie teoretyczna – to łączące linie można ustawić pod maleńkim kątem tak, żeby znalazły wspólny punkt przecięcia daleko poza kwadratem. Drobny trik i nagle eureka, wcale nie potrzebujemy 4 linii, a już 5 linii wydaje się jakimś archaizmem, jak telefon z tarczą w dobie smartfonów – wystarczają 3 linie do połączenia 9 punktów. Teraz gdy Państwo są już rozgrzani w zagadkach logicznych to podniosę porzeczkę jeszcze wyżej. Czy można te kropki połączyć 1 linią? … Pewnie już domyślają się Państwo, że tak. Jeśli kartka na której są narysowane zostanie sklejona w rulon, to cienka linia nachylona pod małym kątem utworzy spiralę i stopniowo połączy wszystkie kropki razem.

Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że w trakcie rozmów z przedsiębiorcami na targach IMM, ale również urzędnikami administracji państwowej, do której dołączyłem niedawno – wyraźnie obserwuję zamknięcie się w wyimaginowanym kwadracie ograniczeń. Lubujemy się w rozwiązywaniu problemów, do których sami narzucamy nieistniejące ograniczenia. Przecież się nie da, przecież będziemy mieć wyższe koszty, przecież z nimi to nie można, przecież to za dużo, za drogo, nikt tego nie zrobi. Przypomnę, że wiele innowacji powstało dlatego, że przyszedł  młody inżynier, który nie wiedział, że „się nie da” i to zrobił.

Pisząc na wstępie o wynikach branży w 2016 roku możemy się rozpływać w zadowoleniu, że wyniki zostały po raz kolejny poprawione. Eksportowaliśmy taniej niż w 2015 roku – przeliczając na ulubione przeze mnie kilogramy. Ile to wymaga kreatywności! Ile to wymaga pracy! Jacy jesteśmy dumni, że wyszło taniej, taniej, taniej. Najbardziej dumni z naszych postępów są handlowcy zachodnich sieci handlowych, ponieważ mogą zachować swoje wyniki kupując co raz tańsze meble w Polsce.

W statystykach widzę, że symbolicznie zmniejsza się liczba firm dużych, średnich i małych, natomiast przybywa tylko firm mikro. Widzę też, że zmniejszyła się w 2016 roku wartość obrotów na rynku między firmowym (nie umiem ocenić czy zamówień kontraktowych było mniej, czy zmniejszyła się skala podwykonawstwa). Nie ja pierwszy mówię, że dla dobra naszej gospodarki potrzebujemy silnych podmiotów, być może sojuszy, które będą wstanie sprostać wymaganiom ilościowym i jakościowym dużych sieci handlowych, ale też zrobią to z godziwą marżą. W końcu w meblach oprócz wzornictwa ważna jest skala działania.

Przytoczona na wstępie zagadka miała skłonić Państwa do przemyślenia czy są inne sposoby niż produkowanie taniej, żeby wasze firmy stały się najlepszymi i największymi na świecie firmami. Uważam, że część sukcesu leży w konsolidacji i działaniu razem. Proponuję odrzucenie własnych ograniczeń i namawiam do przygotowania ambitnych planów rozwoju przy zachowaniu akceptowalnego ryzyka. Mam nadzieję, że w nowej roli będę mógł pomóc z finansowaniem tych planów.

p.s. Na rozwiązanie z jedną linią jest jeszcze drugi sposób. Trzeba wziąć pędzel szerszy niż rozstaw wszystkich kropek i jedną szeroką linią połączyć je w całość. Liczę na Państwa kreatywność. tomasz.wiktorski@pfr.pl

Jeśli nie wydarzył się przez ostatnie dwa-trzy tygodnie żaden kataklizm, to gdy Państwo czytają niniejszy felieton ja zostałem menadżerem programu „Polskie Meble” w PFR.

Z wieloma meblarzami znam się osobiście od wielu lat, z innymi a tygodni lub miesięcy. Z czytelnikami Biznes meble – przynajmniej wirtualnie – spotykam się od pięćdziesięciu dwóch felietonów, to jest ponad 5 lat. Kilka razy słyszałem, że piszę rzeczy mądre. Nieraz usłyszałem, że te wszystkie statystyki mają się nijak do rzeczywistości. Ja sam z każdym rokiem analizowania meblarstwa wiem co raz dokładniej ile jeszcze nie wiem, pomimo tego, że liczba informacji i doświadczeń nieustannie się powiększa. Dużo czasu poświęcam na myślenie na tematy mechanizmów branżowych, ich przyczyn i efektów. Przynajmniej część z tych przemyśleń mają Państwo okazję poznawać w felietonach. Tak czy inaczej, znają Państwo moje poglądy i wiedzą kim jestem.

Jeszcze 5 miesięcy temu nie przypuszczałem, że sprawy przybiorą taki obrót. Recenzowałem wystąpienia Premiera, brałem udział w pracach zespołów badawczych, przygotowywałem wnioski, opracowywałem wyniki badań. Firma notowała rekordowe obroty. Później okazało się, że deklaracje składane na kongresie meblarskim i zapisy Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju mają się przełożyć na realne działania dla branży. Otrzymałem z Ministerstwa Rozwoju propozycję przedłożenia koncepcji działań programu flagowego, a następnie propozycję objęcia stanowiska program menadżera w Polskim Funduszu Rozwoju. Dziś, kiedy piszę te słowa, mamy jeszcze grudzień, a umowa wejdzie w życie 1 stycznia, więc nie czuję się upoważniony do podawania szczegółów. Przyjdzie na to czas podczas oficjalnych spotkań, prezentacji i konferencji.

Dlaczego się zdecydowałem? Dlatego, że z punktu widzenia interesu branżowego uważam to za dobre rozwiązanie. Ważnym zadaniem program menadżera jest doprowadzenie do sytuacji, w której różne instytucje rządowe (ministerstwa i agencje), otoczenie branżowe (instytuty i uczelnie) oraz biznes efektywnie komunikują się ze sobą i podejmują działania dla poprawy warunków rozwoju branży. Sytuacji, w której poszczególni zainteresowani rozumieją potrzeby, możliwości i ograniczenia. Program menadżer ma być animatorem, koordynatorem, translatorem. To wszystko będzie niezbędne żeby cele i efekty przyniosły konkretne korzyści.

PFR jest przede wszystkim funduszem inwestycyjnym posiadającym kapitał do inwestowania. Program menadżer będzie miał również zadania związane z oceną efektywności działania programów dotacyjnych, czy proponowaniem ich lepszego dopasowania do realiów branżowych. Wśród zadań pojawią się takie o charakterze sygnalizowania potrzeb natury legislacyjnej, czy po prostu tworzenia warunków do sieciowania biznesu. Wymagać to będzie stałego kontaktu z branżą i dlatego – pomimo wątpliwości Redaktora Marka, czy z branżowego eksperta nie zamienię się w warszawskiego urzędnika – poprosiłem go o dalszą możliwość publikowania felietonów ;-). Mam zamiar być przedstawicielem branży w PFR i kręgach rządowych, a Państwa uwagi będą dla mnie nadal niezwykle cennymi informacjami. W końcu to rozwiązania, które mam proponować i wdrażać mają służyć wam -  Przedsiębiorcom. Obiecuję zachować niezależność i obiektywność poglądów oraz nie zamieniać felietonu w tubę propagandową.

Tymczasem musiałem opuścić B+R Studio Analizy Rynku Meblarskiego. Zespół i całe konw-how jest jednak do Państwa dyspozycji. Merytorycznie i biznesowo nie powinni Państwo odczuć zmiany, chyba że na lepsze. Kolejne raporty nadal będą się ukazywały. Statystyki będą publikowane. Zakres usług zostanie poszerzony. Centrum dowodzenia i siedziba B+R Studio przeniesiona została do Dobrodzienia, gdzie do tej pory funkcjonował nasz oddział. Teraz jednak jest to już firma niezależna od mojej osoby.

Ja, z uwagi na zakaz konkurencji, od 01.01.2017 nie będę świadczył usług dla firm meblarskich w innym charakterze niż pracownik PFR. Jestem przekonany, że moja nowa rola przyniesie korzyści branży, a Państwo będą mieli nadal śmiałość pisać i dzwonić do mnie. Nowy email powinien już działać: tomasz.wiktorski (at) pfr.pl.

Wkrótce więcej szczegółów.

Zakończę słowami prezesa OIGPM Jana Szynaki, z którym spotkałem się przygotowując swoją koncepcję: „Skoro chcą w Warszawie zrobić coś dla naszej branży, to nie należy czekać, tylko działać!”. 

Spodziewam się, że uważni czytelnicy zauważyli, że należę do grupy osób lubiących czytać książki. Zbliżające się święta Bożego Narodzenia mam nadzieję, że będą sprzyjały lekturze.

Warto czytać, ponieważ pozwala to czasem spojrzeć z innej perspektywy na toczące się sprawy. Poprzez zbieranie informacji z różnych źródeł, na przykład: książek, konferencji, czasopism i co raz częściej materiałów wideo dostępnych na portalach internetowych – można naładować się danymi, które po pewnym czasie układają się same we wzory. Ważnym etapem rozwiązywania problemów jest etap zbierania danych. Nasze mózgi funkcjonują w dużej mierze automatycznie i przyswajają wszystkie informacje jakie nas otaczają bez ich selekcjonowania. Nawet jeśli się nie koncentrujemy, to wszystkie zmysły działają. Upraszczając, część naszego mózgu automatycznie zbiera informacje i jeśli są one odpowiednio często wzmacniane, to są uznawane za informację istotną, która podawana jest do części świadomej mózgu. Informacje tzw. „rzadkie” są odrzucane przez część nieświadomą jako nieistotne. To wyjaśnia, dlaczego reklamę należy powtarzać. Uwaga! ten mechanizm działa też w przypadku kłamstwa powtarzanego wiele razy, które w końcu staje się „prawdą”.  W sytuacji, w której czytamy książki, spotykamy się z ludźmi, otaczamy się nową wiedzą pewne impulsy są wzmacniane i jak w bajce o pomysłowym Dobromirze, co pewien czas w głowie zapala się lampka: „Eureka wymyśliłem jak to rozwiązać!”. Prawda jest taka, że to tylko część świadoma mózgu otrzymała wynik wielu godzin, a może dni lub tygodni przetwarzania wiedzy od nieświadomej  części mózgu. Część świadoma musi już tylko zracjonalizować wynik przemyśleń dorabiając odpowiednie logiczne uzasadnienie. Niektórzy nazywają to intuicją, ale to zwykły mechanizm przetwarzania sygnałów elektrycznych w zwojach mózgowych.

Tak więc, warto czytać książki, wiedza w nich zawarta może kiedyś przydać się do rozwiązania spotykających nas problemów. Mając już świadomość jak działa nasz mózgowy komputer możemy świadomie zapewnić mu odpowiednie dane. Od naszego świadomego wyboru będzie więc zależało, jakie informacje wzmocnimy, a jakich świadomie będziemy unikać. Otaczając się ludźmi „mądrzejszymi” sami będziemy się podciągać w elokwencji, nigdy odwrotnie. Dobierając serwisy informacyjne, konferencje, czytając głosy przeciwników i zwolenników możemy sterować swoim własnym rozwojem.

Bezpośrednią przyczyną podjęcia tematu książek jest lektura (ponownie po wielu latach) pozycji „Historia IKEA, Ingvar Kamprad rozmawia z Bertilem Torekullem”. Brałem udział ostatnio w wielu inspirujących rozmowach o tym jakimi narzędziami należy wspierać polską branżę meblarską i w tym kontekście chciałbym zacytować kilka fragmentów ze wspomnianej książki z 1999 roku. „Płynność finansowa 20% i wypłacalność na poziomie 50% to zasługa zarówno IKEA, jak i samego Kamprada.(…) Prawa obowiązujące od narodzin IKEA:

- trzeba zapewnić stałą pokaźną rezerwę gotówki;

- cały majątek trwały musi mieć swojego właściciela;

- wszelka ekspansja musi być w przeważającym stopniu finansowana ze środków własnych;

- żadnego chełpienia się. (…)

To dlatego z uporem maniaka wbijamy do głowy wszystkim, na każdym poziomie, świadomość kosztów. Trzeba zaoszczędzić każdą koronę, którą można zaoszczędzić. Ma to również wpływ na nasz pogląd na podatki. (…) Biznesowy pogląd IKEA na podatki jest prosty i jawny. Stosujemy się do wszystkich praw i przepisów, ale wykorzystujemy wszelkie możliwe prawnie furtki. (…) Gdyby IKEA popadła kiedyś w kłopoty i potrzebowała świeżej gotówki – z tego punktu widzenia naszym obowiązkiem jest zmniejszanie wszelkiego rodzaju kosztów – nawet jeśli ten koszt nazywany jest podatkiem.

Zacytowane fragmenty wskazują na pragmatyzm postępowania największej firmy w branży. W szczególności nie można zlekceważyć przedstawionego podejścia w kontekście dyskusji o konkurencyjności całej polskiej branży meblowej i jej rozwoju. Polskie firmy muszą konkurować dziś w skali globalnej, więc i w zakresie podatków oczekiwałbym od Rządu oferowania rozwiązań konkurencyjnych w skali globalnej.

Na koniec chciałbym złożyć Państwu życzenia Wesołych Świąt Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego Roku – być może przy lekturze nowych książek.

Deszcz za oknem, zimno, ale głowa paruje, a zwoje mózgowe przepalają kolejne dawki glukozy. Tak gorącego okresu dla branży meblarskiej, a w konsekwencji i dla mnie jeszcze nie było.

Popyt na usługi badawcze i rozwojowe bije rekordy w tym roku. Między innymi dlatego niniejszy felieton oddaję do druku na kilka minut przed zamknięciem wydania. W dużej mierze zapotrzebowanie na B+R wykreowały warunki programów dotacyjnych, ale skutek jest bardzo pozytywny. Polskim firmom, jak wielokrotnie pisałem wcześniej, brakuje doświadczenia w kalkulowaniu ryzyka projektów innowacyjnych, jak i wzorców w zakresie prowadzenia prac badawczych. Tu znajduję pole do popisu. Jednym z podstawowych zadań na spotkaniach z firmami meblarskimi jest zidentyfikowanie problemów w procesie produkcji, konstrukcji  lub funkcji produktu i przygotowanie pod określny problem programu badawczego. Każda firma radzi sobie przecież z rozwiązywaniem problemów, więc o co chodzi? Tu przychodzi mi na myśl żart z czasów studenckich. „Teoria jest wtedy kiedy wszystko wiemy, ale nic nie działa. Praktyka jest wtedy kiedy wszystko działa, choć nie wiemy dlaczego. Na studiach łączyliśmy teorię z praktyką, nic nie działało i nie wiedzieliśmy dlaczego!”. Dziś wyzwanie jest odmienne – chcielibyśmy, żeby wszystko działało i do tego, żebyśmy wiedzieli dlaczego. To właśnie robimy. Wyzwania tej pracy są arcyciekawe, zakres problemów, które spotykamy szeroki, a za każdym razem mamy satysfakcję z nauki. Założenia do programów unijnych są takie, aby firmy nauczyły się budować wartość swoich produktów i usług na podstawie zaplanowanego i udokumentowanego procesu. Nie przypadkowego i nie odtwórczego. Żeby zadawać pytania i szukać odpowiedzi. Pojawia się w tym przypadku pokusa, aby innowacja była na poziomie światowym. Oczywiście bycie pierwszym na rynku jest niezaprzeczalnie atrakcyjne, tyle, że często zbyt zaangażowani we własny pomysł zapominamy o uwarunkowaniach rynkowych. Czasie jaki jest potrzebny klientom, aby dojrzeć do proponowanej przez nas innowacji i ją zaakceptować. Żaden ze spektakularnych światowym sukcesów biznesowych nie był tak zupełnie pierwszy na rynku. Wszyscy czerpali z mniej lub bardziej dopracowanych pierwowzorów.  Rynek łatwiej przyjmuje innowacje ewolucyjne, rozwijające znane koncepcje, niż innowacje rewolucyjne – tak mówi statystyka. Taką technikę stosują producenci niemieckich aut, których kolejne wersje linii modelowej są kosmetycznie poprawianymi wersjami poprzednimi. Podsumowując ten wątek uczulam wszystkich odpowiedzialnych za innowacje na istotny szczegół – innowacje muszą być mądre. Takie, których oczekuje rynek, takie, które rynek jest wstanie zaakceptować na poziomie cenowym i takie, które są zrozumiałe dla rynku. Najbardziej innowacyjne firmy na świecie nie inwestuję więcej niż kilka procent w poszukiwanie innowacji – o ile pamiętam nie więcej niż 5 % obrotów, a średnio 3% jest uznane za wysoki poziom nakładów na B+R. Pozostała część to stabilny biznes.

Nowe wyzwania to także, umiejętność selekcji rzeczy ważnych i mniej ważnych. Rozwój zarówno firm meblarskich w całym kraju, jak i rozwój mojej firmy doprowadzają do potrzeby poszukiwania bardziej wydajnych struktur organizacyjnych i konieczności delegowania obowiązków. Teraz bardziej niż kiedykolwiek poszukuję naukowców i specjalistów z zakresu prowadzenia prac badawczo-rozwojowych w meblarstwie i przemyśle drzewnym, osób rozumiejących wymagania programów unijnych, osób z doświadczeniem w zarządzaniu innowacyjnymi projektami, no i koniecznie znających języki – minimum angielski. No i jeszcze jedno wymaganie, umiejętność pracy pod presją czasu. Zainteresowani z łatwością znajdą mój adres email lub telefon w internecie. Chętnie się spotkam.

Nowe wyzwania to również umiejętność łączenia życia prywatnego z co raz większym zakresem obowiązków służbowych. Życie płynie, a wychowanie dzieci jest inwestycją długoterminową o odroczonym w czasie efekcie. Zmieniają się oczekiwania i obowiązki rodzinne, relacje z przyjaciółmi. Znalezienie równowagi pomiędzy obszarami życia prywatnego i obowiązkami służbowymi to zadanie nie mniej istotne jak strategia firmy. Podręczniki zarządzani wskazują na fakt, że bardzo często problemy firm biorą swój początek w problemach prywatnych ich szefów, a zachwianie równowagi biochemicznej w mózgu prowadzi wprost do podejmowania nieroztropnych decyzji.

Nostalgia jesiennego popołudnia skłania mnie do zakończenia następującym stwierdzeniem: „Walczymy dalej, ale dbajmy o równowagę”.

Podczas kongresu meblarskiego w Poznaniu ponownie spotkałem Premiera Morawieckiego. Tym razem usłyszałem same peany pod adresem branży.

O tym, że potrzebujemy wartości dodanej do naszych mebli piszę już od kilku lat. Tylko w ten sposób widzę możliwość aby utrzymać wysoki potencjał produkcji meblarskiej w Polsce w warunkach rosnących kosztów i co raz mniejszej liczby osób chętnych do pracy. Niedawno, jak pisałem w poprzednim felietonie, podobne stanowisko usłyszałem z ust wicepremiera Mateusza Morawieckiego, który mówił, że kosztami pracy nie wygramy z czterema miliardami pracujących mieszkańców Azji. Ma rację.

Niskie koszty pracy to jest to co lubią najbardziej nasi handlowi partnerzy w Europie Zachodniej. W różnych rozmowach z większymi i mniejszymi producentami mebli daje się usłyszeć głos, że tak naprawdę marża za realizację wzorów powierzonych, pokrywa wyłącznie koszty pracy. Polskie firmy najczęściej nie dostają pieniędzy za wzornictwo, myśl techniczną, wdrożenia, za jakość wynikającą z inwestycji w coraz lepszy park maszynowy, a jedynie skromną, jak na warunki Unii Europejskiej, marżę za dostarczenie taniej siły roboczej.

Bezrobocie spada, najniższe wynagrodzenie podnoszone jest administracyjnie a i młodzież niechętnie garnie się do meblarstwa. Utrzymanie zdolności produkcyjnych, nie mówiąc już  nawet o rozwoju wymaga zarówno podnoszenia wynagrodzeń jak i inwestowania w park techniczny, a powinniśmy się liczyć także ze zwiększaniem obciążeń podatkowych i parapodatkowych. Wiele firm już dziś posiada najnowocześniejsze na świecie rozwiązania produkcyjne, ale jeszcze w wielu potrzeba innowacji procesowych. Niemniej konkurencja na szybszą i tańszą produkcję też w krótce przestanie przynosić takie efekty jakie można było uzyskać jeszcze kilka lat temu.  Premier w swoich wystąpieniach i działaniach wyraźnie stawia na wysokoopłacane stanowiska pracy i tak samo musimy zacząć myśleć my meblarze. Potrzebujemy zautomatyzowanych fabryk, gdzie pracuje więcej informatyków niż stolarzy.

Inną kwestią jest analiza czy naszym odbiorcom zagranicznym wciąż będzie się opłacało konkurować na najtańsze produkty. To, że mając siłę skoncentrowanej dystrybucji mają przewagę negocjacyjną pewnie się nie zmieni, ponieważ my nie mamy przekonania do tworzenia grup producenckich. Przykłady metamorfozy Lidla i Biedronki, które z sukcesem wprowadziły do swojej oferty produkty z półki wyższej niż „najtańsze na rynku” pokazują, że w meblach oferowanych w marketach, dyskontach i sieciach może wydarzyć się podobne zjawisko. Uważam, że jest już czas, aby zacząć proponować zagranicznym kontrahentom produkty własnego wzornictwa, adresowane do bardziej wymagającego klienta. Być może usłyszę, że w dobie sukcesów folii finisz to samobójstwo oferować droższe rozwiązania, ale będę bronił swojego stanowiska – kiedy jak nie teraz.

Pozostanie tylko przy realizacji wzorów powierzonych stopniowo przestanie się opłacać, a zlecenia systematycznie będą przenoszone do Turcji, Egiptu, czy może Rumunii, Chorwacji, Ukrainy, Białorusi. Wymienione kraje postrzegam dziś bardziej w kategorii nowych potencjalnych konkurentów niż dalekie Chiny.

Wartość całej produkcji meblarskiej na świecie włoski instytut CSIL szacuje na około 500 mld USD, z tej kwoty około 1/3 podlega wymianie międzynarodowej, a 2/3 to sprzedaż w kraju, w którym meble zostały wyprodukowane. Przy polskiej produkcji wartej około 10,5 mld USD można powiedzieć, że rynek wciąż ma duży potencjał, ale czy będziemy potrafili utrzymać swoje miejsce i przewagi to kwestia zgoła odmienna.

Podczas wspomnianego Kongresu Meblarskiego na sprzyjający czynnik zwrócił uwagę Maciej Formanowicz. Liczba konkurentów po stronie krajów Europy Zachodniej stopniowo maleje. Proces ograniczania produkcji mebli w Europie zachodniej trwa od co najmniej 8-10 lat, a my jesteśmy beneficjentem tego procesu. Jednak to z czego teraz się cieszymy niedługo dotknie i nas. Z dużym prawdopodobieństwem już wkrótce będziemy musieli mierzyć się z tymi samymi wyzwaniami co Francuzi i Niemcy teraz.

Pozostaje na koniec zadać pytanie strategiczne. Skoro nie wygramy niskimi kosztami pracy to co dalej? Czy potrafimy zrobić meble o dużej wartości dodanej? Jak to zrobić? Kto je kupi?

A może lepiej zmienić profil działalności już teraz i zająć się produkcją samochodów elektrycznych…

Przyszłość polskiego meblarstwa a Strategia Odpowiedzialnego Rozwoju

Trafiłem kilka tygodni temu na spotkanie z wicepremierem Mateuszem Morawieckim, który prezentował w Opolu projekt Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju.  Jest to dokumentu mający ustawić priorytety rozwojowe Polski na kilka najbliższych lat jeśli nie dekadę.

Cóż można było usłyszeć? Na przykład, że ostatnie dwadzieścia pięć lat nie było czarno białe. Oznacza to, że Polska nie jest tak zupełnie w ruinie, ale też kilka wskaźników faktycznie mamy nie najlepszych, a wzrost PKB zielonej wyspy został w dużej mierze sfinansowany z zagranicznych kredytów. Wskaźnik zadłużenia zagranicznego (zadłużenie publiczne, prywatne i przedsiębiorstw) mamy wyższy niż kraje w regionie i długo już nie da się rozwijać poprzez zadłużanie, chyba że chcemy powtórzyć scenariusz Grecji. Koszty polityki klimatycznej Unii Europejskiej będą wysokie i zapłacą za nie głównie przedsiębiorcy (chyba, że uwzględnimy przeniesienie kosztów na naszych klientów – przypis mój). Konkurencja niskimi kosztami pracy za chwilę się skończy, a właściwie 13 milionom pracujących Polaków, trudno konkurować na koszt pracy z 4 miliardami Azjatów. Fundusze europejskie zbyt chętnie wydaliśmy na budowę Aquaparków a potrzebujemy inwestycji, inwestycji i jeszcze raz inwestycji. Pamiętajmy, przy tym, że kapitał jednak ma narodowość i inwestycje zagraniczne powinny być równoważone inwestycjami krajowymi. Bez dyskusyjnie zagraniczny kapitał ma tendencję do transferowania wartości dodanej do własnych krajów i nie będzie dbał o wzrost dobrobytu Polaków tak jak będą to robiły firmy krajowe. No i wreszcie polityka krajowa zbyt mało wspierała rodzimy przemysł, który zbyt słabo zintegrowany nie ma mocnego głosu w przedstawicielstwach unijnych organizacji. Nie trzeba chyba dodawać, że kraje o mocnym samorządzie gospodarczym (przywołano Niemcy, Francję i Wielką Brytanię) mocno wpływają na politykę brukselską, którą my później musimy realizować.

Na tym poziomie dyskusji trudno się nie zgodzić z przedstawionymi tezami. Z resztą jak sobie przypomnę to etap diagnozy w różnych dokumentach strategicznych zwykle jest bardzo trafny, natomiast dużo gorzej wychodzi nam implementacja rozwiązań w praktyce.

Podejście z jakim będziemy mieli do czynienia w trakcie wdrażania Strategii wyraźniej zarysowały odpowiedzi premiera na pytania z sali. Mogliśmy usłyszeć, że nie ma wzrostu obciążeń dla przedsiębiorców, ponieważ rząd obniżył CIT dla małych podatników, a inni przedsiębiorcy radzą sobie bardzo dobrze. Ja już na samą kwestię administracyjnego regulowania wynagrodzeń patrzę zgoła odmiennie i uważam to za podnoszenie podatków. Dodajmy wzrost opłat bankowych jako pochodną regulacji prawnych i właśnie wprowadzony podatek handlowy. Chyba jednak obciążenia trochę wzrosły. Mimochodem Premier dodał też, że: „My Polacy przez lata uciskani najpierw przez zaborców później przez komunistów nauczyliśmy się wykorzystywać luki w prawie i >>oszukiwać<< Państwo” (przytaczam w wolnej interpretacji). No a teraz powinniśmy ramię w ramię starać się płacić jak największe podatki, ponieważ to uzdrowi sytuację w całym kraju. Słuchając też innych polityków bardzo często mam wrażenie jakby płacenie podatków powinno być dla przedsiębiorców celem samym w sobie. Usłyszałem, w którejś wypowiedzi polityków partii rządzącej, że: „Nie powinno być tak, że jedni bogacą się kosztem drugich”. Miałem nadzieję, że już minęły czasy kiedy przedsiębiorców nazywało się „kapitalistycznymi wyzyskiwaczami” (zestaw bardziej dosadnych epitetów pominę).

Chciałbym oświadczyć, że to właśnie Ja czuję się prawdziwie odpowiedzialny za Państwo, dając pracę moim dwunastu pracownikom, walcząc o kontrakty zagraniczne, angażując się w pomoc lokalnej szkole itd. – a nie dorabiając się na etacie za granicą. Przytoczę fragment piosenki z czasów przed ’89 „(…) Przeżyliśmy potop szwedzki, przeżyjemy i radziecki (…)”. W ten sposób chciałbym poprosić o większy szacunek dla tych, którzy tytułują się „władzą”, a powinni być „służbą”. Bo ich kadencje się kończą, a my przedsiębiorcy i nasi pracownicy pozostaniemy.

Szanowny Panie Premierze, jeśli oczekuje Pan wyższych wpływów podatkowych proszę zadbać o wolność gospodarczą i niższe podatki, a wtedy zyska Pan szacunek przedsiębiorców i ściągnie zagranicznych inwestorów, którzy nie będą transferowali kapitału za granicę.

Właściwie miałem pisać o czymś innym, ale poczułem się poruszony. Więc w przyszłym miesiącu rozwinę kwestię, co miałem na myśli pisząc tytuł „Nie wygramy kosztami pracy”.

P.s. Uwagi do projektu Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju można przesyłać do Ministerstwa do końca września.

P.s.2. Wyrażone w niniejszym felietonie stanowisko jest moim osobistym poglądem, nie autoryzowanym ani inspirowanym przez żadną organizację, partię, ani komitet.

Internet, wzorce konsumpcji, moda, zmiany pokoleniowe wszystko to zmienia nasze podejście do kupowania i sprzedawania mebli. Zmiany się dzieją na naszych oczach i kropka.

Internet. Jeszcze kilka lat temu zakupy internetowe nie były tak popularną formą pozyskiwania produktów. Społeczeństwo podchodziło raczej nieufnie do robienia zakupów i opłacenia ich za pośrednictwem Internetu. Sytuacja ta, jak i podejście internatów, zmieniły się istotnie w ciągu ostatnich dwóch – trzech lat. E-sklepy stają się bardzo popularne i zaczynają odnosić duże sukcesy. Respondenci zaczęli dostrzegać korzyści z zakupów online takie jak dostępność z własnego fotela do dużego wyboru asortymentu (koniecznie z cenami), szybki czas dostawy, płatności przez konto internetowe, a co za tym idzie wygoda i oszczędność czasu. Jeszcze w 2007 roku zakupy przez Internet deklarował około 1% klientów branży meblarskiej, podczas gdy w 2016 liczbę tę szacujemy na 6%. Daleko mi osobiście do statystycznego Polaka, ale symptomatyczne jest, że po ubiegłorocznych testowych zakupach mebli przez internet, w tym roku już dwa razy zamawiałem meble w sieci. Wykonaliśmy w tym roku również raport o e-commerce w branży meblarskiej, w którym zidentyfikowaliśmy co najmniej 170 aktywnych sklepów internetowych, a w każdym tygodniu wyławiamy nowe.  Wiele elementów nas zaskoczyło, ale jedno jest pewne rewolucji internetowej nie można zignorować, bo wartość tego rynku to dziś już blisko 150 mln złotych i szybko rośnie.

Wzorce konsumpcji i moda. Czy szybko zmieniające się mody są sprzymierzeńcem meblarzy? Raczej nie wszystkich. Po jednej stronie mamy w kraju ofertę luksusowych mebli włoskich adresowanych do wąskiego grona osób zamożnych (nota bene zainteresowanych odsyłam do raportu „Meble włoskie w polskich salonach meblowych”), z drugiej zaś szeroką ofertę mebli ekonomicznych i ultra ekonomicznych. Przez wiele lat ograniczana była oferta środka. Od szeregu lat słyszę, że klienci chcą tańszych mebli, że sieci handlowe żądają niższych cen i mam wrażenie, że nikomu nie wychodzi to na dobre. Rzeczywiście przekaz medialny skłania do myślenia o wyposażeniu wnętrz jako sprawie mody zmieniającej się raz na kilka lat. W grupie osób do 55 roku życia postrzeganie mebli i ich wartości kształtuje się w kategoriach towaru, który ma służyć określony czas około 5 do 10 lat. I w tym kontekście kupujący mając w świadomości plan wymiany mebli nie chce przeznaczać na produkt zbyt wiele pieniędzy, ponieważ oczekiwania też nie są wygórowane. Produkt ma dobrze wyglądać z odległości około 1 metra, mniej istotne jest to co w środku. Inną kwestią jest fakt, że meble kupowane z myślą o owych 5-10 latach często zostają na lat dwadzieścia i więcej. Meblom klasy średniej brakuje dobrze zorganizowanego drugiego obiegu. Takiego, który umożliwiłby odsprzedanie mebla w dobrym stanie po owych 5-10 latach. Brakuje też świadomości w społeczeństwie o różnicach pomiędzy standardami mebli: ekonomicznym, klasy średniej i meblami klasy wyższej lub premium. Precyzyjna informacja o produkcje, jak wykazują badania, istotnie wpływa na postrzeganie wartości.

Zmiany pokoleniowe. Umówiłem ostatnio spotkanie w sprawach służbowych. Nigdy wcześniej nie miałem okazji poznać właścicieli. Na spotkanie przybyła grupa trojga młodych ludzi. Tak młodych, że przez dłuższy czas miałem problem z poważnym potraktowaniem rozmówców. W trakcie rozmowy nawiązaliśmy do młodego wyglądu moich gości, pytaniami o referencje i przykłady sukces story. Prezes (na oko mniej niż 25 lat) stwierdził, że na co dzień, zarządza 120 osobami, ale rozumie, że jego młody wygląd nie zawsze jest atutem. Spotkanie dotyczyło relacji z klientami i niejako przy okazji wyszło na jaw, że moi goście trzykrotnie przyjeżdżali do Dobroteki, a nikt nie poświęcił im uwagi. Chodzi o to, że nie zawsze zdajemy sobie sprawę jak zmienia się nasza grupa docelowa, albo gdzie możemy szukać nowych klientów. Jakie potrzeby mają ci nowi klienci, jak się komunikują, czego oczekują. Młodzi ludzie odziedziczają firmy i majątki po rodzicach, niektórzy odnoszą spektakularne sukcesy ze swoimi start-upami. Ewidentnie osoby zamożne to nie tylko właściciele firm po pięćdziesiątce.

Sam siebie zaczynam łapać, że nie kręcą mnie Pokemony, Pintrest czy Instagram, a do niedawna uchodziłem za fana wszelkich internetowych nowości. Nie mam ochoty fotografować i publikować na portalach gdzie byłem i co jadłem. Jednak mam świadomość, że utrzymanie kontaktu pomiędzy marką i jej młodymi odbiorcami wymaga innego spojrzenia na świat niż dotychczas.

 

Dokąd mają Państwo ochotę się wybrać? Turcja, Zatoka Perska, Indie a może Chiny? To nie propozycja wyjazdu wakacyjnego, ale niektóre z rynków objętych programem promocji Polskiej Gospodarki!

Rusza nabór na dotacje eksportowe. Wniosek o objęcie branży meblarskiej programem promocji opracowywałem dla Izby meblarskiej w ubiegłym roku. Meble zostały docenione i firmy mikro, małe i średnie mogą się ubiegać o dotacje na wyjazdy targowe. Dużym odmówiono udziału w budowaniu marki polskiej gospodarki. Cóż – takie były wytyczne unijne. No ale spójrzmy na destynacje przeznaczone dla meblarzy: Chiny, Zjednoczone Emiraty Arabskie, USA, Turcja, Rosja, Kazachstan, Indie. Powiało egzotyką…. Znów powiem – takie były wytyczne unijne. I tym razem mówię to lekko się usprawiedliwiając, ponieważ większość z tych rynków proponowałem we wspomnianym wyżej wniosku. Warunkiem unijnym było wskazanie rynków poza unijnych, ponieważ Bruksela nie chce wspierać  handlu wewnętrznego. Komisji Europejskiej nie w smak promowanie polskich firm za pieniądze współpłacone przez niemieckich, włoskich, francuskich podatników na ich własnych rynkach.  Dlaczego zaproponowałem te a nie inne kraje? Chiny – ogromny potencjał, który szybko rośnie. 1,2 mld ludzi, o wynagrodzeniach zdecydowanie wyższych niż na Ukrainie. Wejście na ten rynek ogromy na jako ocean to przeskok o kilka klas. Indie – podobnie ponad miliard ludzi – dużo ludzi bogatych – rynek skoncentrowany w dużych miastach. Zjednoczone Emiraty Arabskie – najbogatszy kraj w „najbliższej okolicy” – postulowaną Norwegię odrzucono.  ZEA to również przyczółek do handlu w całej Zatoce Perskiej. Kazachstan – jako wrota do rynku rosyjskiego – Rosjanie i Kazachowie  nadal potrzebują mebli a polskie meble mają dobrą renomę. Można było wskazać Białoruś… Turcja – tego rynku nie proponowałem – ale rozumiem, że 80 mln konsumentów tuż przy granicy Unii Europejskiej trudno zlekceważyć – perspektywy do wzrostu są. USA mają ogromny potencjał – szczególnie w kontekście umowy o wolnym handlu pomiędzy USA i UE. W przypadku Chin, Indii i USA widzę trudność dla MSP w kwestii gotowości struktur do obsługi tak dużych rynków i poradzenia sobie z płynnością finansową.

Teraz będzie wisienka. Uważam, że rynki są strategicznie atrakcyjne, ale raczej w kategoriach kilku – kilkunastu najbliższych lat niż najbliższych miesięcy. Wiem też, że większość biznesu robiona jest przez Polaków z najbliższymi sąsiadami w Europie. Państwo wiedzą, że jedne z najważniejszych targów na świecie odbywają się w Europie – np. Kolonia, Mediolan – i tu przyjeżdżają handlowcy ze wszystkich wybranych przez Ministerstwo krajów.  Zaproponowaliśmy więc, żeby uwzględnić targi europejskie jako narzędzia promocyjne i…. udało się. Jeśli chcą Państwo wziąć udział w targach w Mediolanie z dofinansowaniem unijnym musicie napisać, że na przykład jedziecie podbijać rynek Zjednoczonych Emiratów Arabskich! Wybór imprez targowych jest duży – 20 ośrodków – w każdym z reguły po 3 edycje w latach 2016-2019. Uważam, że po tej informacji zdecydowanie uważniej przeczytają Państwo ulotki na temat Programu Promocji Branży Meblarskiej PO IR 3.3.

Trzeba zacząć od strategii firmy, która musi uwzględniać ekspansję na wybrany z wyżej wskazanych rynków. Następnie wybrać minimum 4 imprezy targowe, na których zorganizują Państwo swoją ekspozycję. Dodatkowo wybrać dwa działania fakultatywne. Na przykład zakupić usługę szkoleniową  dotyczącą umiędzynarodowienia lub usługę doradczą w zakresie przygotowania strategii. Można zorganizować  misję wyjazdową na wybrany rynek – można zorganizować samemu w porozumieniu z trzema firmami lub skorzystać z oferty Instytutu Adama Mickiewicza. Można pokryć koszty zaproszenia kontrahentów zagranicznych do odwiedzenia firmy w Polsce. Można w końcu sfinansować przygotowanie materiałów promocyjnych, tłumaczenia, produkcję i emisję materiałów w mediach zagranicznych.

Na koniec muszę jeszcze wspomnieć, że średnie przedsiębiorstwa otrzymają nawet 60% dofinansowania,  ale mikro przedsiębiorstwa nawet 85%!  Wszystko w formule de minimis.

Termin składania wniosków? Do 5 sierpnia, a więc już nie długo!

Po więcej szczegółów zapraszam na stronę www.brstudio.eu


  • RSS